Korniki Marsjańskie
2009.01.07 21:33 Zamykamy budę!
Koniec interesu. To co zostało z tego blogu po ostatniej zasadniczej zmianie, kiedy wyniosłem stąd tematy polityczne, jest nic niewarte. Niekoniecznie chodzi o wartosć tekstów, ale ponieważ moja aktywność jest tutaj minimalna, nikt tu nie zagląda.

Jeszcze rzadziej hasam sobie po innych blogach interii i wpisuję komentarze (zwłaszcza że nie uznaję beztreściowych "komci" i pisze tylko wtedy, gdy mam coś do powiedzenia). Jasne, że przede wszystkim piszę blog dla siebie - żebym pamiętał co myślałem i dlatego nie kasuję bloga. Ale publikowanie czegoś, czego nikt nie czyta mija się jakoś z celem.

Sorki wiec, są miejsca gdzie jako bloger czuję się lepiej.

Tak więc: do widzenia!
2008.12.08 17:09 Mejl do Majkrosoftu
Może i jestem linuksiarzem, ale daleko mi do kipienia nienawiścią wobec Microsoftu (nawet odnoszę czasem wrażenie, że to całkiem fajna firma) - dlatego proszę tego, co tu poniżej, nie odbierać jako napaści czy innego aktu przemocy. Po prostu byłem ciekaw jak się sprawy mają - a szczypta złośliwości zawatra w mejlach, jakie wysłałem pod adres "pomoc@microsoft.com" (znaleziony na www.microsoft.com), to tylko wynik mojego złego charakteru, a nie ideologicznego zacietrzewienia. Zresztą otrzymane przeze mnie odpowiedzi są bardzo kulturalne, rzeczowe i nie przynoszą firmie wstydu.

Interesowało mnie, jak działa ciagle najpopularniejsza przeglądarka, słynny Microsoft Internet Explorer. Nie żeby mi się Opera czy Fireefox przestały podobać...

Moich znajomych może to zdziwić, na mojej stronie przecież stoi jak wół, że dobrze się ją ogląda właśnie pod Miśkiem (skrót MSIE najłatwiej odczytać "misie", pozwolę więc sobie używać tego słówka) - ale za wytłumaczenie wystarczy chyba fakt, że chodzi o wersję 4.0 programu, a może nawet 3.02, bowiem HTMLa uczyłem się w czasach panowania owych wersji na rynku. Potem jeszcze liznąłem gdzieś wersję 5 i 6, siódemkę WIDZIAŁEM, ale żeby się z nią dłużej zapoznawać - co to to nie. A zmienić się przecież mogło sporo.

Tak więc...


Mój pierwszy email:

Dzień dobry!

Wiedziony ciekawością chciałem zapoznać się z porogramem Microsoft Internet Explorer. W tym celu odwiedziłem stronę www.microsoft.pl, w wyszukiwarce wpisałem "Internet Explorer", dzięki czemu zostałem skierowany w miejsce, z którego rzekomo można "Pobrać program Internet Explorer 7, darmową przeglądarkę firmy Microsoft", to znaczy dokładnie na tę stronę:
http://www.microsoft.com/poland/windows/products/winfamily/ie/default.mspx
Niestety, zarówno przycisk "Pobierz teraz", jak i link "Pobierz" nie działają, to znaczy klikanie nie daje żadnego rezultatu. Sekcja z najczęściej zadawanymi pytaniami niestety też nie przyniosła odpowiedzi jak pobrać program.
Proszę o pomoc.
pozdrawiam
Krzysiek Sankiewicz


Na co otrzymałem odpowiedź taką:

Szanowny Panie,

Dziękujemy za skontaktowanie się z Centrum Obsługi Klienta Microsoft.

Internet Explorer 7 dla systemu Windows XP można pobrać ze strony:
[tutaj długaśny link]

Z poważaniem,



Pod czym podpisała się oczywiście jakaś kobieta, ale ponieważ NIE ostrzegałem jej, że będę  chwalił się, iż do mnie pisała, postanowiłem nie ujawniać publicznie jej nazwiska.

Odpowiedź oczywiście nie zadowoliła mnie, dlatego postanowiłem czym prędzej kontynuować wątek:

Dziękuję za szybką odpowiedź!
Proszę jednak wybaczyć moją natarczywość, ale chodziło mi raczej o wersję dla Debian 4.0 Etch, lub po prostu dla systemu Linux.
Przy okazji, kliknąłem w podany odnośnik - i on także nie zadziałał.
pozdrawiam


Najwyraźniej nie można było odpowiedzieć szybko, o czym zostałem kulturalnie uprzedzony:

Szanowny Panie,

Dziękujemy za skontaktowanie się z Centrum Obsługi Klienta Microsoft.

Wiadomość przesłana przez Pana jest analizowana przez naszych specjalistów. Na każde pytanie odpowiadamy indywidualnie. Staramy się przesłać odpowiedź tak szybko jak to możliwe, jednak czas przygotowania odpowiedzi może podlegać zmianom ponieważ zależy w dużym stopniu od rodzaju zgłoszenia.

Z poważaniem,


Nie czekałem jednak długo i cała sprawa się wyjaśniła. Teraz już wiem wszystko:

Szanowny Panie,

Dziękujemy za skontaktowanie się z Centrum Obsługi Klienta Microsoft.

W odpowiedzi na Pana pytanie otrzymałam informację, że nie jest dostępny Internet Explorer 7.0 dla Linux i Debian 4.0 Etch.

Z poważaniem,


Trochę szkoda, co?
2008.10.20 20:51 Kolejna porcja błędów

Wiem, że to troszkę bez sensu, ale nie mam narazie lepszego materiału;) A zresztą, kogoś może to śmieszyć.

Tak więc - mam kolejną porcję błędów. Proporcje nie wynikają rzecz jasna z częstotliwości występowania pomyłek na danym portalu/serwisie, lecz raczej z częstości, z jaką w konkretne miejsca zaglądam. Warto zauważyć, że oprócz Onetu i Interii tym razem jest jeszcze Wp  oraz Wyborcza.

Miłej lektury;-)

Onet:
gracz odtwarzał zamach na słynny prezydenta Stanów Zjednoczonych


Interia:

Maria wyszła ze offroadowej przygody bez szwanku

Na basenach na znajdujących się na warszawskiej Pradze odbywają się

To właśnie premiera iPhone'a 3G, która odbędzie się sierpnia, sprawiła, że
doczekaliśmy się własnego sklepu iTunes.

Obecnie używany IPv4 to system 32-bitowy, co oznacza, że w jego ramach istnieją 4.294.967.296 adresów.

Długie kolejki po iPhone'a w Japonii czy Stanach Zjednoczonych nie ominęły również Wrocławia.

A ta w przypadku ofert last minut zaczyna się od 700

Współczesne zagrożenia duchowe, to - oprócz sekt, takich jak Antrovis, Hare Kryszna, Himawanti, Świadkowie Jehowy, sekta realiańska, scjentologiczna, sekta Moona, Niebo, Rodzina czy Amway - to również ruchy i grupy psychomanipulacyjne oraz toksyczne duchowości, a także praktyki i ideologie New Age.

Nie można było się nigdzie dodzwonić, w tym także do biura obsługi klienta, który również nie działał.

Nie jest znana liczba abonentów, które miały problem z siecią.

skomentował pracę zespołu polskie kierowca w krótkim wywiadzie dla telewizji


Firma z Redmond jest tradycyjnie kojarzona z oprogramowaniem, tymczasem dział Microsoft zajmujący się sprzętem komputerowym w roku 1999 po raz pierwszy zaprezentowano nowy układ optyczny LED

Omawiana technologia Znajdzie ona zastosowanie w dwóch najnowszych myszach komputerowych:

Pełnowymiarowy model Explorer Mouse zawiera ładowarkę akumulatora z akumulatorowego zasilaczem sieciowym.

Bijemy na głowę wiele państwa zachodnich

która przeprowadziła ataki Dos (Distributed Denial-of-Service)

Wp:

W projekcie pojawiły się również quady, które podzielono na dwie grupy: 1)ciężkie czterokołowce, o masie własnej do 55kg; 2)lekkie czterokołowce, o masie własnej do 350kg.

Wyborcza:
Urzędnicy wiedzą jednak, że narodowcy niewiele sobie z zakazu nie robią. Szacują, że mimo braku zgody na manifestację w Rynku może pojawić się co najmniej kilkadziesiąt osób - neonazistów i ich przeciwników - antyfaszyści.

zgodnie z Traktatem Lizbońskich powinna zajmować się

2008.09.28 16:47 Sztucznota

Wymyśliłem kiedyś takie zdanie, że

Zanim ludzkość stworzy sztuczną inteligencję, zostanie z pewnością wynaleziona sztuczna głupota.

Czasem, jak widzę smakowity przykład potwierdzający te tezę, wymsknie mi się jeszcze: "o ile już nie została wynaleziona".

Na przykład: chciałem na Youtube znaleźć nagrania z niedawnego koncertu Adictsów w łódzkiej Dekompresji, wpisałem w wyszukiwarkę takie coś:

"the adicts łódź dekompresja"

Poniżej pojawiła się także sugestia:

"Wypróbuj również: adicts the boat decompression"

 

2008.09.22 22:42 Bankomat

Oto bankomat spotkany w Piotrkowie Trybunalskim:

Bankomat

2008.09.07 20:03 Linuch u bram!
Śmieszą mnie artykuły o linuxach, puszczane od czasu do czasu przez portale. Jak ostatni na Interii. Stwierdza on, z pełną powagą i rodzajem dumy z tego faktu, że w Wielkiej Brytanii udział komputerów sprzedawanych z preinstalowanym linuchem w całej puli wzrósł w jakimś tam okresie 28-krotnie. Co oznacza, już mniejszymi literkami, że osiągnął jakieś 3 procent. No, po prostu wspaniałe osiągnięcie...

No, ale nagłówek "Windows zaczął przegrywać". Cóż, pewnie to przyciąga kliknięcia, więc nie ma się za bardzo czemu dziwić...

Najśmieszniejsze nie są same artykuły, które zazwyczaj po prostu stwierdzają fakty, ale ta sensacja i tytuły w duchu co najmniej świętej wojny przeciwko Microsoftowi i wszelkiemu oprogramowaniu, które nie jest open-source.

Atmosfera buntu windowsiarzy (bo to przecież oni b. często czytają te artykuły i dowodzą pod nimi że nic lepszego od pingwina nie stworzono) przeciw okienkom jest zjawiskiem co najmniej interesującym.

A przecież nie ma tu żadnej świętej wojny! To nie jest tak, że Gates i spółka to są ci źli, a Linus i inni open-source'owcy dobrzy. Fakt: Microsoft nie zachęca do używania alternatyw, a wręcz przeciwnie, ale... Kiedyś stały w moim mieście, akurat po dwu stronach wąskiej uliczki, budki z kurczakami z rożna. Którego ze sprzedawców bym nie zapytał, to on sprzedaje kurczaki świeżutkie, a ten drugi to "nigdy nie wiadomo" a poza tym na pewno ma źle ustawioną wagę i oszukuje, także tę jego niższą cenę należy traktować z niezwykłą ostrożnością!

No właśnie - nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie entuzjastą własnej konkurencji. Nawet (a może "zwłaszcza"?) jeśli konkurencją jest towar rozprowadzany wg zupełnie innej, ciągle rewolucyjnej koncepcji, stawiającej na głowie dotychczasowe spojrzenie na sprzedaż oprogramowania. Działanie normalne - chyba od wieków, nie ma się czym podniecać.
Tyle że ta odmienna koncepcja nie potrzebuje przecież armi zaciekłych propagatorów, udowadniających na każdym możliwym forum, że linux jest lepszy niż Windows. Ale przecież oni właśnie istnieją i mają się dobrze, co można sobie unaocznić rozglądając się trochę po necie.

No a czy faktycznie linux jest lepszy?

Otóż: nie jest.

A dokładniej: nie dla każdego. TO chyba oczywiste?

Gdyby pingwiny, oprócz tego co Microsoft, potrafiły zaproponować tzw. szaremu użytkownikowi coś naprawdę lepszego, większego, bardziej potrzebnego, wtedy - prawdopodobnie - ich udział w rynku byłby znacznie większy.

Ale tak nie jest. Funkcjonalność, jaką może pingwin szaremu użytkownikowi dostarczyć, nie różni się zasadniczo od windowsowej. Za to jest okupiona koniecznością kilku kompromisów i rezygnacji.

Że co? Że niby zrobisz wszytko to samo? Że wszystkie programy mają alternatywy itd.? No to proszę: zainstaluj sterowniki od karty graficznej, zrób projekt w AutoCadzie, wymodeluj cokolwiek w SketchUpie, odpal Wiedźmina – i zrób to wszystko bez dłubania - to pogadamy.

Że co? Że linuch jest bezpieczny, super-stabilny, i pozwala robić cuda niewidy jeśli tylko umiesz wpisać odpowiednie polecenie? A na cholerę szaremu użytkownikowi takie rzeczy? Wpisywać poleceń szary użytkownik nie umie, a nawet nie powinien umieć. Klikanie w zupełności wystarczy. Czy wiecie, że niektórzy, kupując komputer, nie zdają sobie nawet sprawy że ma on, albo mieć powinien, coś takiego jak system operacyjny? To, że po włączeniu coś tam się pojawia na ekranie, to przecież naturalne... Stabilność? A po co to komuś, kto kompa wyłącza już kilka godzin po tym, jak go włączył? Bezpieczeństwo - to przecież nuda. A zresztą, kogo ono obchodzi?

Szary użytkownik potrzebuje ładnych okienek, pozwalających na sprawne użytkowanie sprzętu. To akurat łatwo dostanie, nawet ładniejsze i daleko bardziej elastyczne w dostosowaniu do potrzeb, niż jakikolwiek windows. Ale w tych okienkach musi działać wszystko co sobie szanowny użytkownik raczy zainstalować, ściągnąć z netu, podpiąć... Musi mu bez żadnego tam zaglądania do plików systemowych zadziałać karta dźwiękowa z '97 roku, jeśli taką ma (wiem coś o tym, mojej nie wykryła poprawnie żadna z używanych przeze mnie dystrybucji pingwina). Gry, gg... Tak więc okienka Microsoftowe, brzydsze i wolniejsze, są jednak rozsądnym wyborem dla wielu.

A po co użytkownikowi dodatkowe multum możliwości? A po nic. Te są potrzebne pozostałym, czyli mniejszości.

Oczywiście, to prawda, pingwiny stają się coraz bardziej ugłaskane. Ale mają jeszcze drogę do przebycia.

Fakt, jeśli administrujesz serwerem, jeśli masz starą maszynę i rozwiązaniem jest dla ciebie lekki menedżer okien plus żonglerka priorytetami uruchamianych programów, jeśli wreszcie jara cię (mnie np. jara...) pokonywanie przeciwności losu, wybór jest oczywisty.

Ale twoja "lepszość" systemu niekoniecznie jest lepszością innych.
2008.08.06 14:47 Cytaty z portali
Nie od dziś wiadomo, że portale dość słabo dbają o poprawność językową publikowanych tekstów. Czasem nie dbają gazety, z których porzedrukowuje się materiały. Nie chciałbym tutaj snuć rozważań - że psuje się polszczyznę, że to brak profesjonalizmu, czy też, że z drugiej strony - po co dbać o tekst jeśli wiadomo, że za dwa dni przestanie on interesować przysłowiowego psa z kulawą nogą i nawet komentarze zatrudnionych przez portal mąciwodów nic nie pomogą, zaś po paru tygodniach artykuł zniknie zupełnie. Cóż, szybkie czasy, szybkie czytanie - to i pisanie szybkie.
Jednyne na co narzekam to to, że błędy przeszkadzają w czytaniu.
Tak się składa, że od jakiegoś czasu zbieram najlepsze kawałki z dwóch portali które odwiedzam najczęściej. A że nie wiem co z tym dalej robić, wrzucam Wam kochani ku uciesze i na pożarcie:

Interia:

Irlandia jako jedyny kraj Unii Europejskiej Irlandia przeprowadziła wczoraj referendum w sprawie traktatu.

Policjant, który prowadził dochodzenie przeciwko The Pirate Bay (TPB), został zatrudniony przez wytwórnie Warner Bros. jeszcze zanim śledztwo zostało zakończone.

Od razu pojawiły się sugestię

w walce o klienta niektóre z domów publicznych w Nawadzie wprowadziły

W odpowiedzie na sytuacje

sprawdza e w praktyce

W prawdzie, jak informuje "Super Express"


Onet:

Poparcie dla PiS wzrosło o 6 punkty proc.

Polacy po słabej grze przeciwko Chorwatom, nie wygrywając na Euro 2008 mecz, wracają do domu.

Edycja Rozszerzona będzie produktem maksymalnie dopracowanym, zarówno z punktu widzenia technicznej optymalizacji jak i poprawek zwiększających interaktywność i precyzyjność walki.

O 9.00 rano na budowę, która dobiegała już końca przyjechała Milicji Obywatelskiej nakazując zaprzestać prac nikt się ich nie posłuchał,

wojna zawsze jest niesie ofiary


P.S.
Wszystkich czytelników - a jest takich mało bo mało, ale zawsze kilku, przepraszam że rzadko wrzucam tutaj coś, ale jak już pisałem, zajmuję sie też innym blogiem, a poza tym jest lato i mi się nie chce jeszcze bardziej niż zwykle. No i nie mam też czasu siedzieć na necie całymi dniami i produkować wpisów na blogi. Tyle tytułem usprawiedliwienia.
2008.06.23 13:29 Raport;)
Białko oznaczone "p4559_T0446-8_minout" policzone;) 2,5 miliona kroków, kilka nocy. Teraz czas na "p4415_Seq_48_unf_AMBER".
2008.06.19 13:18 Co zrobić, żeby komputer coś robił?
Z pewnością nie każdy wie, że jego wspaniały, wydajny komputer przez większość czasu kiedy jest włączony prawdopodobnie... nic nie robi. Są oczywiście sytuacje wyjątkowe, ale zazwyczaj drzemiąca w pececie moc obliczeniowa "leży odłogiem".
Dam przykład. Na moim, zabytkowym już sprzęcie, w momencie kiedy uruchomioną mam przeglądarkę internetową, odtwarzacz muzyki, edytor tekstów, dwa komunikatory internetowe; to wszystko w dość bajerancko wyglądającym środowisku graficznym (z ruchomymi elementami), przeciętnie wykorzystywane jest 20% tzw. czasu procesora.

Co to jest ów czas procesora? Otóż, zawsze kiedy pracuje współczesny pecet, działa na nim wiele programów. Miałem powiedzieć - jednocześnie, ale to właśnie nie do końca prawda. Otóż system operacyjny rozdziela w bardzo małych odstępach czasu cykle pracy dla różnych aplikacji. Dzieje się to na tyle często i szybko, że nie zauważamy przerw w działaniu - i wygląda to na pracę równolegą.

Otóż w normalnych warunkach tylko 20% owego czasu wystarczy do pracy, reszty prawie nie używa się.

Oglądanie filmu o jakości zbliżonej do DVD (tzn. czasem lepszej, czasem gorszej) zabiera ok 50 - 60% czasu procesora (przypominam: na zabytkowym sprzęcie).

Oczywiście pełna czy pprawie pełna moc bywa wykorzystana, na przykład przy odczycie/zapisie dużego pliku. Z całą pewnością wiele poważnych programów także ma duże zapotrzebowanie. Rzecz jasna wszystkie te rzeczy dzieją się szybciej na wydajniejszych maszynach, ale poza tym, tzw. normalna praca wygląda tak samo. Przeglądarka internetowa nie działa inaczej na Core2duo i na stareńkim pIII 500Mhz.

Jeszcze jednym mocożercą są gry. One - dodatkowo - nie mogą chodzić "wolniej", gra musi dawać płynną animację. Z renderingiem jakiegoś wykutego w programie do projektowania przedmiotu możemy poczkać dłużej  godzinkę czy dwie.
Ale - kiedy nie gramy i kiedy nie potrzebujemy komputera do poważnych profesjonalnych zastosowań, moc jest marnowana.

Proszę sobie wyobrazić - działa zasilacz, kręcą się wiatraczki, procesor trzepie swoje cykle, dyski w gotowości - a większość tego wysiku i zużycia prądu - na pusto.
Jako że potrafię nie wyłączać komputera przez np. dwa tygodnie, pomyślałem, że skoro maszyneria i tak już chodzi, mogłaby się na coś przydać.

Wiecie co to jest Seti@home?

SETI to projekt polegający na próbie wykrycia pozaziemskiej cywilazacji poprzez analizę dochodzących do nas sygnałów radiowych. Kto chce sczegółów, niech zajrzy tu: http://www.setiathome.pl/home_polish.shtml.

Dla nas istotne jest, że do analizy potrzebne są olbrzymie moce obliczeniowe. Ktoś wpadł kiedyś na pomysł, że dużą wydajność uzystka za pomocą wielkiej ilośći maszyn działających odrębnie, niekoniecznie za pomocą jednego superkomputera. Pomysł polega na tym, że internauta może sobie ściągnąć i uruchomić programik, który wykonuje drobną część analizy, wykorzystując właśnie ów wspomniany niewykorzystany w normalnej pracy czas procesora. Przy czym ów programik jest tak skonstruowany, że nie przeszkadza innym.

Dzięki temu że każdy taki ochotnik za pomocą swego mikrokomputerka o mikroskopijnej mocy obliczeniowej wykonuje małą część obliczeń, oraz przede wszystkim dlatego, że jest takich ochotników bardzo wielu, metoda daje znakomite wyniki.

Na podobnej zasadzie działa projekt Folding@home (http://folding.stanford.edu/) - tyle że uczeni z Uniwersytetu Stanforda badają zjawiska związane z białkami, zjawiska powiązane w jakiś sposób z wieloma chorobami - alzheimerem, parkinsonem, rakami i innymi okropieństwami.

Właśnie to uznałem za zadanie godne niewykorzystanego czasu mojego zabytkowego procesora. Teraz, kiedy sobie idę gdzieś, śpię itp. nie tylko wiem, że mój komp pracuje, ale też mam świadomość, iż cały czas mieli tam sobie jakieś dane, i że robi to PO COŚ. Nie żeby to był jakiś szczególny powód do dumy, ale trochę to człowieka jara.

Polecam innym. Potencjał waszych komputerów może się przydać ludzkości! ;)
2008.05.02 01:04 G70
Podobno istnieje na rynku cała seria "laptoków dla graczy". Ta galeria pokazuje przykład:

http://nt.interia.pl/galerie/najnowsze/g70-stworzony-do-grania/zdjecie/duze,740058,1,48

Mniejsza o komputer - laptok jak laptok. Ja tylko chciałem wyrazić jedną, małą wątpliwość.

Zawsze bowiem myślałem, że granie w Quake'a (czy cokolwiek innego) touchpadem to żadna przyjemność, a prawdę mówiąc, kara na jaką powinno skazywać się ciężkich przestępców.
Taki zestaw powinien być od razu oferowany co najmniej z myszką, nie sądzicie Państwo?
2008.04.15 02:33 Męskie zabwaki
Przeczytałem sobie niedawno "Polowanie na >>Czerwony Październik<<" Toma Clancy'ego. Wiem, rzecz znana już od dawna; leciał kiedyś już film w tv (obejrzałem, twierdzę, że fajny), wszyscy wiedzą.

Ksiązka literacko nie zachwyca. Prawdopodobnie jest nieporadna nie z powodu autora, lecz tłumacza. Nie wierzę, żeby taki bestseler był napisany w podobnie kiepski sposób. Niestety nie wiem, kto pracował nad przekałdem, który ja czytałem - a czytałem egzemplarz biblioteczny, już po robocie introligatora, przez co jakiekolwek ślady na temat tłumaczenia zniknęły (jeśli tam w ogóle były).

No więc sama literatura - nie arcymistrzowska. Ale główna siła tej książki nie na tym polega, nie na intrydze nawet, lecz na tym, że w akcji biorą udział wielorakie rodzaje formacji wojskowych oraz bardzo, bardzo wiele sprzętu. A na tym autor zna sie jak, zapewne, mało kto. Dzięki temu raczy nas opisami najfajniejszych cudeniek techniki używanych przez armie (tu: radziecką i amerykańską, choć nie tylko). Właściwie wszystko co się rusza, lata, pływa, jeździ, jest opisane, wiele jednostek ze szczegółami. Mimo iż ksiązka przypomina dość opasłą encyklopedię wojskowych urządzeń, to czyta się swietnie. Albo właśnie, nie "mimo iż", a "ponieważ". Taki zestaw męskich zabawek, którymi możesz się podniecać bez wstydu, że mając 30 lat bawisz się ołowianymi żołnierzykami albo sklejasz modele. Bo nie sklejasz modeli, tylko czytasz książkę.

W dobie "poczytaj mi mamo", to nawet dość lanserska postawa - możesz się snobować na człowieka zażywającego kulturalnej rozrywki.

Co nie zmienia faktu, że lekturę polecam;]
2008.04.13 21:08 Nowa jakość?
Przeczytałem sobie doniesienie z dziedziny bezpieczeństwa kompjutrów:

Milion wirusów w Internecie

Zgodnie z tytułem informowano o tym, że ilość robactwa grasującego w sieci przekroczyła już milion sztuk.

Sama w sobie ta liczba nie jest oczywiście przerażająca, bo co to za różnica, jeśli prawie żaden nie stanowi poważniejszego problemu?

Bardziej istotna jest druga informacja, mniej zaakcentowana, ta oto, że:

"do ich [wirusów] tworzenia wzięli się profesjonaliści pracujący dla zorganizowanych grup przestępczych"

I to już jest groźniejsze, ponieważ zawodowcy którym się to opłaca bedą przypuszczalnie lepsi w swoim fachu od amatorów, na dodatek zaś mogą wpaść na pomysł, żeby ominąć w działaniu swoich produktów czynnik, jakim zazwyczaj bywa udział użytkownika komputera w szkodzeniu sobie. A w ten sposób można już próbować atakować użytkowników przygotowanych, świadomych przestrzegania zasad bezpieczeństwa. Przypuszczać należy, ze użytkownik który fatyguje się chronić swój komputer i swoje dane, MA co chronić, jest wiec celem o wiele cenniejszym.

A to już brzmi dość poważnie. "Cyber - Wars" uważa się za rozpoczęte?
2008.04.10 04:27 Nowości
Razem z Przemkiem wymyśliliśmy kilka nowych usług internetowych, najbardziej pasujących do jednego z serwisów najczęściej chyba wprowadzających innowacyjne pomysły, to jest do Google.

No bo tak: oprócz najpopularniejszej wyszukiwarki, w ofercie mamy całkiem sprawną pocztę o skrzynce dość dużej pojemności, z możliwością przeszukiwania guglem (i jeszcze z opcją czatu), kalendarz (który potrafi wysyłać przypomnienia smsem... zdaje się, bez opłat!), system map, wirtualny globus z multum ciekawych opcji, bloga, galerię zdjęć, aplikację on-line do tworzenia dokumentów biurowych, do tego wszystkiego serwis wideo, a właściwie dwa, bo jutub też jest guglowy.

O czymś zapomniałem?

A, no tak, firma zatrudnia za niezłe pieniądze fachowców - dobrych a do tego z reguły młodych i kreatywnych, co owocuje tym, że nowe pomysły pojawiają się często.

Serwery (i inna cyfrowa infrastruktura) muszą być naprawdę potężne, skoro z tego wszystkiego korzystają użytkownicy na całym świecie; miliony użytkowników, to nie będzie przesada. No więc korzystają oni swobodnie z poczty, kalendarza i innych użyteczności, no i z właściwej wyszukiwarki, która przy tym wszystkim potrafi wygenerować wynik poszukiwań (np. 1 600 000 adresów) w np. 0,21 sekundy. Aha, i jeszcze są google-boty, tzn. wyszukiwarka wciąż szpera w sieci szukając nowych treści, cały czas działają też Ad Sensy i Ad Wordsy...

Przy całej tej mocy nie zdziwilibyśmy się, gdyby maszyny potrafiły przewidzieć przyszłość;)
Stąd prosta droga do pakietu "Google Future", którego główną usługą byłaby, dajmy na to
"Google Tomorrow News",
za pomocą której można byłoby przeczytać najświeższe newsy z... następnego dnia.

Ogólnie Google Future umożliwiałoby przeglądanie zdarzeń z całego przyszłego tygodnia, ale tylko na najbliższy dzień byłaby gwarancja, że będą się zgadzać wszystkie godziny i nazwiska.

P.S.
Po wpisaniu w gugla "Google Tomorrow News" okazuje się, że wcale nie byliśmy pierwsi z tym pomysłem...
Dostępne jest m. in. coś takiego:

http://www.google.com.au/intl/en/gday/

Zresztą, co ja będę podawał linki, zapytajcie Ojca Google, on w 0,3 sek. znajdzie wam tyle odpowiedzi, że przez całe życie nie zdążycie nawet w nie wszystkie kliknąć. Tego nawet Chuck Norris nie potrafi!
2008.04.04 10:53 Filmy
Oto kolejne, a właściwie wcześniejsze filmy od Fly Films:

P1

Time
2008.04.02 13:26 A nie mówiłem?
Ta informacja:

http://nt.interia.pl/internet/bezpieczenstwo/news/najwiekszy-wrog-komputera,1085315

pochodzi wprawdzie z pierwszego kwietnia, ale jak do tej pory nie ukazało się sprostowanie, więc można zakładać, że jest prawdziwa.
A mówi nam ona o tym, że ostatnimi czasy więcej wirusów rozprzestrzenia się nie poprzez internet, lecz poprzez pamięci przenośne. Coś pozornie absurdalnego - bo wszelkie dane zwielokrotniają się i migrują o wiele szybciej w sieci, a fizyczne nośniki danych to dość ograniczony kanał dystrybucji.

Dowodzi to, że robaki nie są aż tak niebezpieczne, jak chcieliby twierdzić niektórzy - skoro sieć nie daje takich możliwości jak "gorsza" droga rozprzestrzeniania. Widocznie nie mają takiej swobody. Zresztą trudno się dziwić. Większość tych "internetowców" to prymitywne rzeczy które użytkownik sam musi włączyć... Wspominałem już o tym.

W każdym razie potwierdza sie to, o czym pisałem niedawno na podstawie własnych obserwacji we wpisie "Powrót złotej ery" 12 marca. Mogę więc z czystą satysfakcją rzec:
A nie mówiłem?

Dodam jeszcze, że najlepszą metodą, jeśli już masz na swoim pendrajwie wirusa, NIE JEST przeskanowanie go programem antywirusowym, jaki masz w windows. Problem w tym, że nie wsystkie antywiry radzą sobie dobrze z tym zadaniem.

Najlepiej podpiąć takiego pena pod komputer z uruchomionym linuksem, w ten sposób znajdziemy na naszym nośniku kilka plików, których wcześniej tam nie było. M. in. np. "autorun.inf" (jest to windowsowy plik definiujący opcje tzw. autostartu nośnika wymiennego) i jakieś pliki wykonywalne. Kasujemy to (możemy skopiować na pamiątkę;)) i po krzyku, pendrajw czysty.

Jeśli jesteś użytkownikiem windy, zastosuj pierwszą zasadę bezpieczeństwa to znaczy wyłącz autostart. Drugą zasadą będzie skanowanie każdego nośnika. Teoretycznie, jeśli masz zainstalowany antywirus, dzieje się to "po cichu" zawsze kiedy otwierasz jakiś plik.

Jak już powiedziałem, nie zawsze to wystarczy, bo niektóre robale potrafią "ominąć" takie zabezpieczenia, dlatego dla absolutnej pewności (jeśli podejrzewasz że pendrajw jest "zakażony"), zaopatrz się w jakąś płytkę z bootowalną dystrybucją, jakieś Ubuntu czy cdlinux.pl. Są to proste w użyciu dystrybucje liveCD, a mogą sie okazać przydatne.
Czasem zawirusowanego pena z cennymi danymi nie otworzysz inaczej niż pod lin'em właśnie.
2008.03.30 12:06 Filmik kolejny
Kolejny filmik Fly Films:

http://pl.youtube.com/watch?v=Pk9xAxEFS_g
2008.03.26 00:32 Film
Mam zaszczyt polecić Państwu najnowsze dzieło ze stajni Fly Films, film pod wiele móiącym tytułem "Die Wiedergutmachung"l; proszę Państwa, oto on!:

http://pl.youtube.com/watch?v=Vc0emeeQmhU
2008.03.23 12:25 Typowy przykład szkodnika
Jakiś czas temu pisałem o szkodnikach. Typowy przykład opisany jest tutaj:

http://nt.interia.pl/internet/wiadomosci/news/jest-trojan-dla-polakow,1079549

Jest tam też dość dokładnie omówiony jego sposób działania. Robak całkiem sprytny, ale co najważniejsze: jak sobie SAM NIE WŁĄCZYSZ, nie zadziała.

Bardzo często spotykana sytuacja, nietypowy jest tylko język rozsyłanej wiadomości.
Wirus (no, ok, trojan) "tylko dla idiotów".

Na szczęście, jak pisałem, to się zmienia.
2008.03.21 16:55 Zmiany, zmiany, zmiany...
Korniki Marsjańskie prowadzę od roku. Był to całkiem niezły czas. Ale przyszła kolej na zmiany.
1900 odwiedzin w ciągu 12 miesięcy to nie za dużo. Chciałbym aby czytało mnie szersze grono. Być może "czytalność" jest powodowana nie tylko jakością tekstów. Są po prostu mniej lub bardziej popularne platformy blogowe. Choć nie wiem, dlaczego interia jest z tych "gorszych" - pisanie jest tu wcale wygodne, interfejs łatwy.

Dlatego postanowiłem spróbować blogowania w innym miejscu. Z polityką wyniosłem się więc na salon24. (http://krzyskowadolina.salon24.pl).

Niemniej, nie zawieszam Korników marsjańskich, a jedynie zmieniam nieco koncepcję.

Otóż:
- będzie znacznie mniej polityki
- pierwszeństwo uzyskają tematy takie jak kultura, literatura, linux, komputery, wirusy, fotografia, generalnie moje zainteresowania pozapolityczne
- na moim nowym blogu żadna notka nie będzie powtórzeniem jakiejś ze starego, i odwrotnie, to co się ukaże tam, nie ma wstępu tutaj
- być może zmieni się tytuł bloga
- nadal wstępu na mój blog nie ma moja codzienność i prywatność.
- będzie mniej przeklinania. Szczeniacka radocha z tego, że mogę rzucać mięsem, przeszła mi. Może czasowo, a może na stałe

Chciałbym podziękować wszystkim Czytelnikom którzy do tej pory tu bywali, czytali, a niekiedy - komentowali. Mam nadzieję, że zmiany przypadną Wam do gustu.
2008.03.12 14:56 Powrót złotej ery
Już myślałem że nie wrócą stare, dobre wirusy, że skazani jesteśmy na erę tych pseudo - szkodników, które owszem, mogą się i rozmnożyć, i nawet coś w systemie popsuć, ale tylko wtedy, kiedy je SAM SOBIE WŁĄCZYSZ, otwierając spam w emailu czy gg.

Kiedyś robaki rozprzestrzeniały się np. poprzez pliki uruchamialne i nośniki danych. Mogłeś, na ten przykład, zakazić swoją maszynę przynosząc od kolegi dyskietkę.
Potem nadszedł powszechny internet i wirusy zadomowiły się w nim, na stronach www (prono sajty - jak chcesz sobie zepsuć system, a masz windę, najprosciej jest włączyć MSIE i odpalić jakąś różową stronkę), w emailach i komunikatorach. Dyskietki poszły w zapomnienie. Także jako droga rozprzestrzenienia szkodliwego oprogramowania. Wtedy też, do działania szkodliwego oprogramowania zaczęła być potrzebna wola użytkownika. Stąd tylko najbardziej kreatywne pomysły na otworzenie załącznika dawały jakieś gwarancje sukcesu, na przykład wysłanie maila z adresu FBI (albo CIA) z odpowiednio motywującą treścią (w tym przypadku straszonko). Nie wiadomo dlaczego akurat w tym czasie oprogramowanie antywirusowe stało się modne i rozkwitło...

Na szczęście dziś, z powodu coraz poowszechniej stosowanych pamięci przenośnych usb, wirusy wracają na swoje zasłużone, historyczne miejsce. Znów można sobie coś przynieść od kolegi. Sam skopiowałem sobie kilka robaków (na pamiątkę), czyszcząc przy okazji zaskoczonym znajomym pendrajwy z wirusów.
W dodatku dziś nie tylko "kolega-koledze" może przynieść niespodziankę razem z danymi. Punktem zapalnym okolicy może być zakażony komputer w punkcie usługowym z drukowaniem. A zakażony może być łatwo, skoro przychodzi codziennie np. kilkadziesiat osób. No i zakaża dalej też łatwo - skoro te kilkadziesiąt osób dziennie...

Wraca stare. Wirus znów działa autonomicznie, bez woli nosiciela i ofiary. No i często-gęsto potrafi wyminąć nawet wymyślny antywirusowy skaner.

To optymistyczne wieści. Twórcy wirusów wciąż są w dobrej formie i potrafią pokazać, na co ich stać.

Nie zawiedźmy ich.
2008.03.07 14:27 Wielkie odkrycia
Zwrócił moją uwagę pewien raport... Tu szczegóły:

http://nt.interia.pl/internet/wiadomosci/news/sciagaja-bo-nie-maja-wyboru,1071735

Z raportu wynika coś oczywistego, nie wiem po co było robić badania: Ważną przyczyną piractwa jest brak porządnej "legalnej" oferty, a procesy sądowe wszczynane przez "obrońców" przemysłu muzycznego czy filmowego nie dadzą wielkiego skutku.

Ten brak oferty bywa dotkliwy. Spróbuj sobie człowieku kupić płytę DVD z filmem dobrym, ale pochodzącym z lat 60. W wypadku tych bardziej popularnych jest to możliwe. Cała reszta, wielkie bogactwo kinematografii dla zwykłego zjadacza chleba dostępna jest tylko z emulów i torentów.

Podobnie z grami komputerowymi, tyle że one starzeja się szybciej. Nawet kilkuletnia gra może być już niedostępna inaczej niż w wersji pirackiej.

Popularne, jak najbardziej nowe, seriale to trochę inny temat. W tym wypadku decyduje cena i wygoda. Cena - bo nie trzeba połacić za kodowany kanał. Wygoda - bo samemu wybiera się godzinę oglądania, samemu zatrzymuje sie film kiedy dusza zapragnie, przewija...
Masz ochotę na najnowszy odcinek Prison Break? Zaden problem. Klikasz, ściagasz, jest, można oglądać.

Nie wiem tylko, powtarzam, po co było sprawę badać, przecież jest oczywista.

Ale jest jeszcze jedna oczywistość, o której w dzisiejszych czasach producenci wszelkiej maści utworów muszą pamiętać:
Piosenka, film czy program to nie jest normalny towar, taki jak but albo parasol.
Piosenkę możesz skopiować, możesz mieć ją w kilku postaciach - na cd, jako mp3 w odtwarzaczu, plik w komputerze.
Jeśli skopiujesz piosenkę, nie odróżnisz "oryginału od kopii".

Buta nie skopiujesz, możesz najwyżej drugi raz wyprodukować taki sam model.

Do niedawna było podobnie, muzykę dało się kopiować z kasety na kasetę na przykład, filmy podobnie, ale nie było to tak wygodne jak dwa kliknięcia myszą i pociągało za sobą jakieś koszty. Obecnie te koszty są niezauważalne.

Dlatego rynkowy obieg czegoś co towarem w pewnym sensie jest, ale nie do końca, po prostu MUSI wyglądać inaczej niż obieg buta.

Niektórzy już tę kwestię przemyśleli. Mam na myśli google oraz ludzi od wolnego oprogramowania, no i "open-source'owców".
2008.03.05 01:01 Wyjątek z GW
Naście dni temu powstała w Wyborczej kolejna laurka:

http://www.gazetawyborcza.pl/1,76498,4955712.html

Ogólnie nic szczególnego. Taki tekścik mający za zadanie udowodnić, że jak rząd nic nie robi, albo robi bardzo niewiele, to jest dobrze, a nawet jak nie dobrze, to z pewnością lepiej niż robił to rząd poprzedni.

Niby nawet pochwały stonowane są łagodną krytyką rządów Tuska, ale jednak udało się autorowi w pewnym momencie zagalopować. Przytoczmy dwa akapity (pogrubienia oczywiście moje):

W polityce liczy się nie tylko skuteczność, lecz także styl sprawowania władzy. Kaczyński był na swój sposób skuteczny, szczególnie w sprawach, na których mu zależało. Szybko obsadził publiczne media swoimi ludźmi, przeforsował ustawę o CBA i ustawę lustracyjną, rozwiązał WSI i zniszczył wywiad wojskowy, przejął kontrolę nad tajnymi służbami, prokuraturą i strategicznymi spółkami skarbu państwa. Jeśli mógł zwiększyć zakres swej władzy - np. wprowadzając zaufanego człowieka do NBP - czynił to bez wahania, nie bacząc na oburzenie opozycji i mediów.

Tusk natomiast gotów jest poświęcić skuteczność na rzecz stylu rządzenia. Po krótkich wahaniach odstąpił od prób odwołania Mariusza Kamińskiego z funkcji szefa CBA, bo uznał, że mógłby to uczynić jedynie w sposób prawnie wątpliwy. Jego poprzednik nie miał w takich sytuacjach żadnych skrupułów. Pozostawienie Kamińskiego jest decyzją kontrowersyjną, ale Tusk stwierdził, że na dłuższą metę mu się opłaci.

Wynika z tego, że można czasem, z jakiegoś nieznanego mi powodu, zadziałać nieskutecznie, przegrać, byle stylowo.
Wyobraźmy sobie takie coś:
"Polacy wprawdzie znowu przegrali mecz, ale za to w jakim stylu!"
"Nie udało mi się wyjść z alkoholizmu, ale za to jak dzielnie próbowałem!"

Czyżby stylowy nieudacznik Tusk miałby być lepszy od, mało wprawdzie stylowego, ale za to skutecznego Kaczyńskiego? Czy to autor miał na myśli?

A ja, durny, zawsze myślałem, że w polityce liczy się osiąganie założonych celów...
2008.02.27 12:08 PETA
Jakaś tam organizacja "protestuje" sobie "przeciwko" traktowaniu zwierząt:

http://fakty.interia.pl/galerie/styl-zycia/naga-konferencja/zdjecie/duze,699746,5,274

To już któryś news o nich. Zawsze działają podobnie - to jest rozbierają się, zwracajac uwagę - teoretycznie - a to na futra z norek a to na inne zwierzaki. Tym razem chodzi o walki byków.

Tylko słowo "protest" jakoś mi tu nie pasuje. Ci państwo (a zwłaszcza, oczywiście, panie) właśnie ZACHĘCAJĄ do tego, żeby byki walczyły, żebyśmi jedli świnki czy kury i nosili futra. W końcu, gdybyśmy zrezygnowali z tych praktyk, one przestałyby się rozbierać...
2008.02.23 01:19 Europejski Dzień z Samochodem
Jest idea. Nazywa się: "Europejski Dzień z Samochodem". Piszę o tym, żeby nie było później, że to ktoś inny wymyślił;) Wpis na blogu jest z datą i będzie łatwo ustalić...

Jest to jawna i oczywista opozycja do Europejsckiego Dnia Bez Samochodu (http://pl.wikipedia.org/wiki/Europejski_Dzień_Bez_Samochodu), a celem miałoby być "krzewienie kultury samochodowej", jakaś tam integracja zmotoryzowanych itp. - dlatego należałoby zorganizować to w czasie zbliżonym do tegoż "dnia". Najlepiej - 21 września. A co!

Jakby nie wyszło od razu z rozmachem godnym całego kontynentu, można zacząć na szczeblu wojewódzkim czy nawet powiatowym.

Widziałbym to jako imprezę - czy też w wypadku owego większego rozmachu - szereg imprez, będącą rodzajem całodniowego pikniku rodzinnego. Odbywałoby się to jakoś za miastem w miejscu z odpowiednio dużą przestrzenią - nie wiem, np. lotnisko - mniej więcej w takich okolicznościach, w jakich odbywają się zloty, dajmy na to, fanów BMW.

Oczywiście NIE byłoby możliwości dojechania autobusem...

Zaproszeni byliby wszyscy kierowcy, jak leci, niezależnie czy mają najnowszego mercedesa, czy jeżdżą starym trupem garbusa.

Atrakcje do zaproponowania na zjeździe są nader liczne. Przede wszystkim dla samych kierowców - okazja do pogadania z innymi kierowcami o motoryzacji. Targi urządzeń CB, kursy bezpiecznej jazdy, kursy jazdy szybkiej, ekonomicznej... I jakieś zawody - na ten przykład zmiana koła na czas. Dla bardziej narwanych - konkurs palenia gum, przeciąganie liny samochód <--> kilka osób. Może nawet jakieś wyścigi pokroju tych z Łodzi ostatnio:
http://motoryzacja.interia.pl/wiadomosci_dnia/news/na-legalu,1058032?source=rss
http://www.money.pl/galeria/lodz;wyscigi;street;legal,galeria,678,0.html
Oczywiście jakieś jedzonko - grille, hambjurgery, dla pełnoletnich pasażerów piwko, dla pasażerów niepełnoletnich jakieś inne atrakcje, zależnie od pomysłowości organizatorów.
2008.02.21 20:01 Pewna historia
Tak a propos różnych "laptopów Ziobry", szkoleń błyskawicznych, i innych umorzeń przypomniała mi się pewna historia.

Dwie małpy w zoo, w klatce, pogoda paskudna więc zwiedzających mało, tylko jeden się kręci w pobliżu. Małpy z nudów zaczynają rzucać w niego gównem. Rzucają przez czas jakiś, a tu dziwy: gówno wprawdzie sięga celu, ale odbija się i nawet człowieka nie brudzi.
W końcu jedna małpa patrzy na drugą:
- Ty, co jest?
Druga na to:
- Rzucajmy, rzucajmy! Może coś się w końcu przylepi!

Dopisek małym drukiem, żeby nie było wątpliwości, o co autorowi chodziło: Ciągłe wspominanie poprzedniego rządu przez władze obecne i przez gazety staje się powoli nudne. Ciągle a to laptopy, a to umorzenia. Albo szkolenia błyskawiczne. Może coś się tam kiedyś uda udowodnić konkretnego, bo jak mawiają niektórzy, nie ma niewinnych, są tylko nieprzesłuchani...
Tylko nie wiem, czy to mnie wtedy jeszcze wzruszy...
2008.02.14 17:30 Jakie znowu święto!?
Odnośnie tzw. "walentynek" pragnę wszystkim przypomnieć, że NIE WYDAWAŁEM oficjalnego zezwolenia na odbywanie takiego "święta".
2008.02.12 13:48 Głupoty mniejsze i większe
Głupotą mniejszą, bo prawie nieszkodliwą, jest "dzień bezpiecznego internetu":

http://www.wiadomosci24.pl/artykul/dzien_bezpiecznego_internetu_58022.html

Coraz więcej mamy "dni" - a to walki z czymś tam, a to bez samochodu a to coś tam. To może jeszcze zróbmy europejski dzień bezpiecznego seksu, dzień walki z otyłością, dzień walki z anoreksją... niedługo się wypełni cały kalendarz... Chyba o to cho dzi, ie?
A najlepiej to jednak byłoby zrobić światowy dzień walki z głupotą.

No własnie, większą głupotą od jakiegoś tam dnia, który na szczęście mnie nie zmusza do niczego jest taka oto regulacja:

http://biznes.interia.pl/news/zapalniczki-znikna-z-rynku,1056812

która zakazuje (!!!) produkowania określonych wyrobów.
Chodzi konkretnie o zapalniczki - nie będzie można sprzedawać zapalniczeg, które mogłyby zostać uruchomione przez dzieci.
Takimi rzeczami zajmuje się Komisja Europejska!
A wolność zostaje ograniczona tylko dlatego, że można sobie jakimś przedmiotem zrobić krzywdę. W dodatku "wymagania określone przez Komisję Europejską nie wykluczają całkowicie niebezpieczeństwa, na jakie najmłodsi konsumenci są narażeni bawiąc się bez nadzoru dorosłych"

Idąc dalej takim torem myślenia powinno się zakazać produkowania: ostrych żyletek, twardych kijów do bilarda, golfa, bejsbola, szybkich aut, szyb, kuchenek gazowych, worków na śmieci, telewizorów (bo mogą spaść na głowę, kiedy się je postawi wysoko)...

A jak Przemas mi mówił, że niedługo zostaną zakazane zapałki, to się tylko uśmiechałem pod nosem...
2008.02.11 14:43 No no!
No no, ósme  miejsce w konkursie na blogera roku 2007 Wiadomości24.pl... Całkiem miłe.

http://tiny.pl/ldzr

Zaraz za Januszem Korwin-Mikke!

Dziękuję wszystkim głosującym!
2008.02.06 00:09 Dźwi;)
Otwatre
2008.02.05 22:36 Kwestie regulaminowo - cenzorskie
Czy szanowne dwunasto, trzynasto i czternastolaty mogłyby się opanować przed terroryzowaniem mojego bloga wpisami pokroju
"fajne! zapraszam na MojEgO BloGAskA",
na którym to blogasku dają migające gify, "avki" i informują świat o tym, że "pokuciły się z siostra"??

Byłbym zobowiązany - nie musiałbym tracić czasu na kasowanie podobnych bzdur.

Ja wiem, dziewczyno, że tak robisz ty i tobie podobne, ale naprawdę, u mnie to tak nie działa! Komentarz to nie jest waluta i nic tutaj za niego nie kupisz, a ja nie zostawię wzamian u ciebie 5 "komci". Może i czytają mnie tylko znajomi, ale nie dostaję orgazmu tylko dlatego, że pod tym co wypociłem wypowiedziało się 5, czy 20 osób.

Naprawdę nie mam nic przeciwko temu, że zaprosisz mnie i moich czytelników do siebie, nawet jeśli prowadzisz "koffany blogasek" (w końcu różne są zboczenia i nie ja jestem właściwą osobą, aby próbować zmieniać twoje), ale jeśli już to robisz, wpisz w komentarzu coś sensownego, co się odnosi do tekstu. Słowo "fajne" jest trochę niewsystarczające. Ja wiem, że wtedy trzeba rzeczony tekst przeczytać ze zrozumieniem... Cóż, mam cichą nadzieję, że stać cię na taki wysiłek...

Odnośniki hipertekstowe

Odnośnik jedynie słuszny - moja strona

Odnośnik jedynie niesłuszny - strona współlokatora. Beznadziejna, ale daję link przez uprzejmość;)

Statut Nielegalnego Hedonistycznego Bractwa Studentów PŁ - proszę o opinie i pomysły

<< Styczeń 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031
Cyfry
Odwiedzający są z Marsa
 
3195
Komentujący są z Wenus
 
98
Księga gości jest na Plutonie... A co ja kur...a poradzę!?
 
0
Drzewiej
Rok 2012
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Dla zagubionych kornikościgaczy
Wyszukaj w tym blogu:
Fraza:
Od kalendarz do kalendarz
 
Warto zajrzeć bo śmieszne, ważne, ciekawe itd...

Kataryna
Haribu
RAZ
Wildstein
Korwin
Sakiewicz
Bogdan
Gazjeta
Nowa Partia Emerytów NPE
MyśloZbrodnia
Monstfur
JSM
Debilne opisy
Niepokorny
O co tyle hałasu?
"Im lepiej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta"

Zobacz serwisy INTERIA.PL